Forum Wojenne tajemnice - WARSZAWA i OKOLICE Strona Główna Wojenne tajemnice - WARSZAWA i OKOLICE
Stroroom WERTTREW'a
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Bez przeproszenia czyli Akademia Szwoleżerów

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wojenne tajemnice - WARSZAWA i OKOLICE Strona Główna -> Michel - Zamach na Bieruta i inne wspomnienia ...
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
michel
Moderator



Dołączył: 14 Lis 2006
Posty: 1640
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 44 razy
Ostrzeżeń: 0/7
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon 11:47, 11 Paź 2010    Temat postu: Bez przeproszenia czyli Akademia Szwoleżerów

Z okazji przypadającego jutro święta LWP pozwalam sobie umieścić tu reklamę tego wspomnieniowego dzieła



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez michel dnia Nie 15:04, 03 Cze 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maciejszkocki
Don Penetratore



Dołączył: 14 Mar 2006
Posty: 2825
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/7
Skąd: z Mokotowa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 11:49, 11 Paź 2010    Temat postu:

Nie mogę się doczekać. Very Happy

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
michel
Moderator



Dołączył: 14 Lis 2006
Posty: 1640
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 44 razy
Ostrzeżeń: 0/7
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 12:37, 13 Paź 2010    Temat postu: Bez przeproszenia czyli Akademia Szwoleżerów

BEZ PRZEPROSZENIA
„Co robić?” (1)
Kiedy szczęśliwie zdałem maturę, stanąłem przed koniecznością wyboru dalszej drogi życiowej. Oczywiście mogłem niczego nie wybierać i wtedy państwo zadbało by o mój los, zapewniając mi przez najbliższe dwa ( a jak się miało szczęście to trzy) lata garderobę, wikt, opierunek i ciekawe zajęcia. Ba, nawet czasami wycieczki zagraniczne, np. do Czechosłowacji. Mnie jednak chodzenie non stop w zielonym ( stalowym, granatowym) garniturze nie bardzo odpowiadało. Nie żebym miał coś przeciw kolorowi zielonemu, w końcu byłem harcerzem, jedynie monotonia codziennie tego samego stroju mi nie odpowiadała.
Postanowiłem pójść na studia i dzięki różnorodnym możliwościom edukacyjnym oferowanym studentom (kluby, rajdy, itp.) rozwijać dalej swój intelekt i pogłębiać socjalizację. Niestety nie wiedziałem, że nie uchroni mnie to od zielonego przebrania. Otóż zdając egzamin zostałem przyjęty nie tylko na UW, ale także do Akademii Szwoleżerów, uczelni nadrzędnej nad uniwerkiem.

Akademia Szwoleżerów
Akademia, będąc szkołą o niezwykle wysokim poziomie naukowym i etycznym, z trudem znosiła kontakt ze zdegenerowanymi studentami UW i dlatego zezwalała nam na przebywanie na zajęciach przez nią organizowanych tylko raz w tygodniu. Jej siedziba mieściła się niedaleko Łazienek, w zabytkowych wyrafinowanych estetycznie budynkach, będących zapewne zabytkami XIX- wiecznej architektury. Niestety brutalny reżim gierkowski za nic mając historię i kulturę narodową zniszczył je i uczelnia zmuszona była się przenieść na Żwirki.



Jednak przywiązana do tradycji, odtworzyła tam swą siedzibę w niemal nie zmienionym kształcie. Tu trzeba nadmienić, że nie tylko tradycja ale i patrzenie w przyszłość zawsze cechowały Akademię. Studenci ,antycypując naszą przyjaźń i sojusz ze Stanami, nazywali jej siedzibę Akademią im. Baracka Obamy, w skrócie „barrack ".

Nie szata zdobi człowieka…(2)
Jak już napisałem to powyżej, raz tygodniu dostępowaliśmy zaszczytu kontaktu z Akademią. W tym dniu ubieraliśmy się eleganckie garnitury koloru zielonego z drobnym deseniem, zwanym „deszczyk”. Do tego wytworny sukienny długi szynel ( zgodny zresztą z nadchodzącą wówczas po modzie mini, modą maxi). Do tego wygodne obuwie z sympatycznymi klamerkami podzwaniającymi w czasie marszu niczym ostrogi (nazwa uczelni zobowiązuje!). Głowę przykrywała tradycyjna konfederatka z daszkiem. W tym stroju wyglądałem mniej więcej tak:



…chęć szczera zrobi z ciebie…(3)
Kadra uczelni składała się z wysoko wykształconych doświadczonych wykładowców z duża praktyką zawodową , zdobytą w tzw. „ogniu walki”.



Uzupełniali ich młodzi asystenci , którzy braki doświadczenia starali się wypełnić stanowczością i konsekwencją.




Wykładowcy posługiwali się niezwykle barwnym językiem, pełnym mocno nacechowanych słów podkreślających ich emocjonalny stosunek do wykonywanej pracy. Niestety studenci, nie dorastali oczywiście poziomem do swoich wykładowców i skarżyli się na trudności w ich zrozumieniu . Władze Akademii, na pokorna prośbę Uniwersytetu, zaleciły swoim wykładowcom przepraszanie studentów za użycie niezbyt często używanych w innych środowiskach słów.
Tu trzeba nadmienić, że wówczas język potoczny nie był tak barwny, i wiele powszechnie używanych dziś słów spotykało się rzadko, raczej jako element gwar zawodowych ( wozaków, piwoszy itp.)oraz w trakcie witkacystycznych eksperymentów artystycznych . Oczywiście słowa te nie były całkiem niezrozumiałe, zapoznawano się z nimi gdzieś pod koniec szkoły podstawowej, ale po paru latach, ze względu a ich hermetyczne stosowanie zapominano. Stąd trudności studentów z zrozumieniu swoich wykładowców.
Po „reformie” wykłady wyglądały mniej więcej tak: „ To jest k…. lufa za przeproszeniem i nią po wystrzale zap……. kula za przeproszeniem”.



Pod kurhanem
Mięliśmy dwa rodzaje zajęć : kameralne i terenowe. Zajęcia kameralne odbywające się w siedzibie uczelni, to wykłady i ćwiczenia oraz prace samodzielne przeprowadzane w bibliotece. Pewne rytuały podczas wykładów były dla nas niezrozumiałe. Np. czasami zakazywano nam notowania, gdy przekazywano nam tajną wiedzę, np. o składzie pułkowej kuchni polowej. Jednakowoż informacje te można było znaleźć bez trudu w bibliotece Akademii, gdzie nikt nie zabraniał robienia notatek, tym bardziej, że wiedza ta była potem wymagana na egzaminach. Wyglądało to na niekonsekwencję, ale zapewne miało to jakiś sens, którego nie zauważaliśmy ze względu na dystans intelektualny, jaki dzielił nas od naszych wykładowców.
Zajęcia terenowe przebiegały na placu przed siedzibą Akademii lub na błoniach rozciągających się wokół nieodległego Kurhanu Kucejki. Tu warto zaznaczyć, że to malownicze wzniesienie imię swe zawdzięczało jednemu ze znamienitszych wykładowców Akademii- kpt. (mjr) H. Kucejce. Jaka szkoda, że inni równie zasłużeni wykładowcy nie zostali w ten sposób uczczeni. Jak miło było by np. przejść się marszowym krokiem Promenadą Omelana, poczołgać się Zaułkiem Matuszyka czy poskakać żabką na Błoniach Jedziniaka!
Niektórzy, szczególnie zasłużeni, bywali dodatkowo wyróżniani indywidualnymi zajęciami z koksem. Nie, nie chodziło, jak mogli by pomyśleć niektórzy o dodawanie sobie wigoru za pomocą „suplementów diety”, ale o badanie z ilu łopat składa się hałda koksu zalęgająca przed kotłownią..
Do nauki podchodziliśmy z wielkim zapałem, ba, można nawet powiedzieć, że z państwowotwórczą ambicją, tzn. starając się zdobyć stopień państwowy ( i nie więcej!).

Kłaniam się czapką do ziemi po polsku… (4)
Jak już wspominałem, w Akademii nosiliśmy piękne zielone stroje, które jak podejrzewaliśmy pochodziły z domu mody „Szwejk”. Dopiero po latach okazało się, że byliśmy w błędzie:



Będąc prostymi studentami UW nie potrafiliśmy docenić klasy naszego ubioru. Zdarzało nam się lekceważyć kanony owej mody i wprowadzać doń własne modyfikacje. Ja np. wystąpiłem kiedyś bez pasa opinającego kurtkę , pozwoliłem sobie też na brak czapki ( Spotkało to się zresztą z ostrą reakcją pewnej mieszczki w tramwaju, która na mój widok zawołała: ”Jak ty wyglądasz żołnierzu! Gdzie twoja czapka?”). Tu trzeba nadmienić, że ówcześni dyktatorzy (mody) stworzyli w odniesieniu do czapek bardzo skomplikowany dress code. Na co dzień czapek czy innych nakryć głowy w zasadzie się nie nosiło, ba noszenie niektórych nakryć głowy (np. czapek studenckich) narażało na kłopoty, za to chodzenie w stroju obowiązującym w Akademii bez czapki narażało na przykre kontakty ze „studentami WSW-u”(5)
Mnie to szwoleżerskie czako przyniosło kłopoty w innej sytuacji.. Otóż pewnego dnia udając się na zajęcia w Akademii ukłoniłem się nim z daleka moim kolegom stojącym w kolejce na przystanku trolejbusowym. Moje dobre maniery zostały przyjęte z uznaniem przez kolegów, niestety nie spodobały się, także stojącemu na przystanku, dowódcy naszej baterii. Początkowo nie dał po sobie nic poznać , dopiero po skończonych zajęciach skierował mnie na indywidualne prace przy kotłowni.
Bez przeproszenia
Jak już wspominałem, część zajęć odbywała się na błoniach pod Kurhanem Kucejki. W trakcie jednych z nich stałem się tam obiektem niezwykłych szykan, które miały dla mnie głębokie życiowe konsekwencje.
Wykonanie przeze mnie w trakcie zajęć jednego z zadań nie spełniło oczekiwań naszego wykładowcy i wywołało następujący dialog między nim a mną:
-„Który to zrobił?
-Kanonier Michel, obywatelu majorze!
-Dupa nie kanonier, i to bez przeproszenia!”

Ostatnie zdanie wywołało salwę śmiechu moich kolegów, a we mnie wywołało ciężką frustrację.
Wśród markietanek
Bezceremonialne potraktowanie mojej osoby przez wykładowcę pogrążyło mnie w głębokiej depresji i nie wiadomo jak dalej mogło się potoczyć moje losy, ale na szczęście udało mi się stracić zdrowie i zostałem uznany za niegodnego bycia studentem Akademii Szwoleżerów.
Jako osobnika niepełnowartościowego skierowano mnie na kursy markietanek, przez wykładowców Akademii uroczo nazywane „niecałym wojskiem”. Ale to już inna historia…
Przypisy :
(1)Nikołaj G. Czernyszewski(1862); Włodzimierz Ilijcz Lenin (1902).
(2) Samuel Adalberg(1894) Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich.
(3) Z mądrości ludu polskiego (lata 40 XX wieku).
(4) Władysław Broniewski (1951) Kłaniam się rosyjskiej rewolucji w : Nadzieja.
(5) Andrzej Rosiewicz (1970) Student żebrak, ale pan.


Post został pochwalony 2 razy

Ostatnio zmieniony przez michel dnia Nie 16:36, 03 Cze 2018, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maciejszkocki
Don Penetratore



Dołączył: 14 Mar 2006
Posty: 2825
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/7
Skąd: z Mokotowa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 10:31, 14 Paź 2010    Temat postu:

Piękne ale odczuwam niedosyt.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Wojenne tajemnice - WARSZAWA i OKOLICE Strona Główna -> Michel - Zamach na Bieruta i inne wspomnienia ... Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin